Piątek popołudniu. Rozmawiam z Łukaszem przez telefon.
- Łukasz, jedziesz jutro się poszlajać ze mną, z Asiją i Mańkiem?
- Nie, umówiony już jestem z Anią. Mamy gdzieś plener o dziesiątej.
Sobota rano. Przed Castoramą stoją z Asiją, Maniek ogląda wystawę sztuki nowoczesnej.
- A wiesz, że ci ze Stowarzyszenia się tu umówili o dziesiątej? Może poczekamy na nich i przekabacimy kogoś do siebie?
- Zadzwonię do Łukasza.
Dzwonię.
- Już jestem w drodze. Zaraz będę.
Wymieniam porozumiewawcze spojrzenie z Asiją.
- No to czekamy tu na Ciebie! Reszta już pojechała. Ania kazała na Cię zabrać.
Łukasz wysiada z autobusu. Pakujemy się do Asijowego samochodu i ruszamy.
- Gdzie w ogóle jedziemy?
- Tam gdzie wszyscy, Łukaszu, tam gdzie wszyscy…
- Łukasz, ale patrz jakie dranie, co? Nie chcieli na ciebie poczekać i pojechali.
- No. Nienawidzę ich wszystkich! Szczególnie Patrycka i ABM!
Tu nastąpiła długa litania przekleństw i wyzwisk pod adresem członków Stowarzyszenia, której nie śmiem zacytować. Łukasz się będzie wypierał, ale w razie czego Asija, Maniek i ja potwierdzimy, że tak było.
W sklepie na peryferiach kupujemy prowiant. Orientujemy się, że popełniliśmy zasadniczy błąd, na jaki prawdziwi kidnaperzy nie mogą sobie pozwolić – nie zabraliśmy Łukaszowi telefonu. Dzwoni.
- Tak, ja już jadę z Asiją. Wzięli mnie. Już przecież wszystko ustalone. Nic nie rozumiem…
Czujemy, że grunt zaczyna nam się palić pod nogami. Staramy się zagłuszyć rozmowę. Sklepowa przerażona. W końcu sam dzwonię do ABM. Odbiera Ania G.
- Cześć! Mówi Ania, ABM prowadzi i się wkurza.
- Czemu się wkurza?
- Bo jest Sajgon pod Castoramą. Nie ma jak zaparkować.
- Aha. Aniu, przekaż ABM, że porwaliśmy Łukasza, zamierzamy go upić, zgwałcić i porzucić w lesie!
- Wycieruch mówi, że porwali Łukasza, zamierzają go upić, zgwałcić, obedrzeć żywcem ze skóry i porzucić w lesie.
- I co ABM na to?
- Śmieje się i mówi, że nie ma sprawy.
- Dobra! To przyślemy zdjęcia z patroszenia!
Gdzieś za Papiernią, po zwiedzeniu młyna na Lubrzance, powiedzieliśmy Łukaszowi co zamierzamy z nim zrobić, ale nie był za bardzo zachwycony.
- Ale jedziemy tam gdzie wszyscy?
- Chyba cię pogięło!
Niestety nasz plan nie został zrealizowany. A to wszystko, przez atrakcje Pierzchnickie i w okolicach Drugni. Piwniczna Góra, kopalnia, kościół, arboretum, członkowie naszej ulubionej partii politycznej szpecący drzewa mordą kandydata (“Chodźcie, zerwiemy ten plakat, dogonimy ich i przez szybę im go pokażemy” – powiedział Łukasz, jak już odjechali), dawna szkoła – dzisiaj sklep, i w Podstole takoż, a także poszukiwania starego młyna, po którym tylko trochę betonu zostało.
This slideshow requires JavaScript.
Łukasz, mimo że na początku się zmarszczył i naburmuszył, chyba nie żałuje porwania.
Koniecznie trzeba powtórzyć wypad .. tylko kto następnym razem prowadzi ?
Może Łukasz? Z nieoficjalnych źródeł wiem, że już drży z podniecenia na myśl o kolejnej kilkudziesięcio kilometrowej tułaczce zakończonej obejrzeniem przydrożnego krzyża pośrodku niczego!
Pingback: Fotografia | Joanna Świercz